Powrót | Zarząd | Placówki | Kalendarz | Duchowość | Nowości | PocztaAdresownikLinki

 Jubileusz 25.lecia obecności sercanów w Sosnowcu.
  18.09.2005 r.

18 września br. w czasie uroczystości odpustowej z racji Święta Podwyższenia Krzyża Świętego, wspólnota Księży Sercanów w Sosnowcu – Środuli, przeżywała jubileusz 25.lecia obecności parafii.

Uroczystej Mszy św. Przewodniczył Ks. Kard. Stanisław Nagy SCJ. On też wygłosił okolicznościowe kazanie nawiązujące do tajemnicy Chrystusowego Krzyża i sercańskiej misji na sosnowieckiej ziemi.

We Msz św., wzięli udział księża, którzy pracowali na Środuli w minionych 25 latach. Między innymi przybyli pierwsi proboszczowie sercańscy: Ks. Stanisław Filipiak i Ks. Antonii Sławiński.

Po uroczystej Mszy św. Miało miejsce poświęcenie pamiątkowej tablicy oraz poświęcenie salek w podziemiach kościoła. Salki te będą służyły do spotkań różnych grup parafialnych oraz tym, którzy w tej atmosferze będą chcieli spotkać się, odpocząć i zadbać tężyznę fizyczną. W jednej z tych sal jest urządzona siłownia z profesjonalnym sprzętem.

ALBUM

| Podziękowanie parafian | Przemówienie Ks. Prowincjała |


Wywiad z pierwszym sercańskim proboszczem ks. Stanisławom Filipiakiem

 

1) Kiedy rozpoczęła się praca Księży Sercanów w Sosnowcu?

- Obecność Sercanów w Sosnowcu sięga czasów, kiedy dwóch naszych współbraci Ks. Antoni Sławiński oraz Ks. Szczepanek przybyli do Sosnowca aby wesprzeć swą pomocą księży diecezjalnych. To był rok 1979. Dopiero rok później gdy Ks. biskup wydał zezwolenie Ksiądz Prowincjał Czesław Kunda mianował mnie, Sercanina, pierwszym proboszczem tutejszej parafii. Trzeba zaznaczyć, że parafia istniała już od 1957 roku, ale czas oficjalnego rozpoczęcia pracy Sercanów na ziemi sosnowieckiej to rok 1980.

2) Co było pierwszą naglącą sprawą do zorganizowania?

- Zaczynaliśmy pracę nie mając gdzie mieszkać, nie mając kościoła, miejsca na budowę tak więc wszystko trzeba było zacząć od zera i to najlepiej natychmiast. Mimo wszystkich niedogodności „zewnętrznych” sprawę priorytetową stanowiło poinformowanie mieszkańców osiedla o istniejącym punkcie duszpasterskim. Osiedle bardzo dynamicznie się rozwijało, mieszkańców przybywało, a fakt, iż pochodzili oni z różnych części Polski utrudniał zjednoczenie ich wokół budzącej się parafii.

- Ważną kwestią było zorganizowanie miejsca do zamieszkania dla księży. Dwóch duszpasterzy przebywało w mieszkaniu, które parafia otrzymała w zamian za budynek, który uległ likwidacji na skutek szkód górniczych, a ja mieszkałem przy       tzw. „Kuźni”.

3) Jak rozpoczęły się oficjalne starania parafii o pozwolenia na budowę kościoła?

- Trzeba na wstępie powiedzieć, iż oficjalne starania musieli podjąć parafianie. Ksiądz nie mógł starać się o pozwolenia gdyż postawiony byłby mu zarzut, ze strony władz komunistycznych, że tylko jemu zależy na budowie, a nie ludziom. Dlatego zorganizowano kilka delegacji, złożonych z ludzi świeckich. Te delegacje udały się do prezydenta miasta Sosnowca z prośbą o pozwolenie na lokalizację i budowę kościoła parafialnego.

4) Jaka była decyzja władz?

- Po kilku wizytach delegacji uzyskano wstępną zgodę na budowę. Najsilniejszym argumentem parafian było to, iż od 1957r. starali się o takie pozwolenie. Jednak władze utrudniały w każdy możliwy sposób samą lokalizację budowy. Parafianie otrzymali zgodę na budowę, ale pozostała kwestia pozwolenia architekta wojewódzkiego. Wydano decyzję, że kościół powstanie w oddaleniu od osiedla, tak aby odległością zniechęcić do uczęszczania. Dlatego podjąłem wielkie starania o to, aby kościół stanął w samym osiedlu. To wiązało się z wykwaterowaniem mieszkańców, odszkodowaniami, znalezieniem nowych mieszkań dla tych, których domy znajdowały się w miejscu gdzie miał powstać kościół.

5) Czyli dodatkowe trudności?

- Trzeba było znaleźć mieszkania dla 4 rodzin i zapłacić odszkodowanie za 2 domy. Nie wiedziałem skąd wziąć fundusze na te cele, a także na wykupienie działek pod budowę. Powstał problem lokalizacji plebani, tak aby księża pracujący przy kościele nie musieli pokonywać znacznych odległości do kościoła. Gdy uzyskano stosowne zezwolenia natychmiast rozpoczęliśmy budowę.

 6) Co stanęło najpierw - kościół czy plebania?

- Tu pojawił się znaczny problem, gdyż rozpoczęliśmy od budowy plebani. Dla ludzi była to decyzja niezrozumiała. Jednak nie mogłem otwarcie wyjaśniać dlaczego tak było, nie mogłem wyjaśnić wszystkich spraw dotyczących umów, odszkodowań związanych z terenem pod budowę kościoła i plebani, gdyż były to czasy komunizmu i niektóre sprawy byłyby bardzo utrudniane ze strony nieprzychylnych ludzi. Księża zamieszkali na plebani po 2 latach od rozpoczęcia budowy. W między czasie z materiałów porozbiórkowych powstała tymczasowa kaplica. Była to budowla „klejona ze starych cegieł, drewna. Jednak odegrała ona zasadniczą rolę w jednoczeniu się parafian. Ludzie wiedzieli, że jest punkt duszpasterski i jednoczyli się powoli celem budowy kościoła.

7) Co było największą trudnością przy budowie kościoła?

- Trudności piętrzyły się przez cały czas. Kwestia projektów. Była wówczas tendencja aby budować jak największe obiekty. Kościół miał być dwupoziomowy, ale gdy rozpoczęto roboty ziemne natrafiono na bardzo trudne podłoże - teren skalisty z kamieniem wapiennym. W projektach było również wybudowanie kompleksu katechetycznego ale z wielorakich przyczyn zrezygnowano z tego planu.

8) Nie wspomina Ksiądz o trudnościach związanych ze zdobyciem materiałów budowlanych.

- Kto żył w tamtych czasach wiedział, że takich materiałów nie było. Powiem inaczej - były, ale były trudności z ich zdobyciem. Pozyskanie nie było możliwe bez znajomości. Trzeba zaznaczyć, iż budowę przyszło nam realizować w stanie wojennym, co było dodatkowym utrudnieniem. Materiały sprowadzaliśmy z odległych stron. Np. cegła, którą nie raz kosztem snu rozładowywaliśmy głęboką nocą, pochodziła z województwa zielonogórskiego.

9) Czy zdarzały się kradzieże?

- Może o tym nie będę mówił bo... 

10) Jednak gdy już wszystko szło ku najlepszemu pojawiły się inne problemy – zdrowotne.

Gdy została ukończona plebana, gdy mury kościoła zostały wzniesione już pod dach, wtedy wystąpiły u mnie objawy choroby stwardnienia rozsianego. Żaden z lekarzy nie chciał wydać ostatecznej diagnozy, a, ja czułem się coraz słabszy. Choroba postępowała. Był rok 1986. Wtedy podjąłem decyzję o rezygnacji.

11) Co stanowiło największą radość dla Księdza?

Trudno mówić o jakimś konkretnym dniu, bo wiele było przyczyn radości. Jako odpowiedzialny za budowę cieszyłem się każdym etapem. Radość towarzyszyła mi, gdy kończyliśmy roboty ziemne, gdy powstawały mury, itd. Największą radością była świadomość, że coś dobrego powstaje dla lokalnego środowiska, że te trudności, które towarzyszyły zostały pokonane.  

Dziękuję

Wywiad przeprowadził ks. Janusz Burkat