Powrót | Zarząd | Placówki | Kalendarz | Duchowość | Nowości | PocztaAdresownikLinki

 "Wyspa szczęśliwa" w Seminarium w Stadnikach
    
26.08.2006 17:52:34

W dniach od 1 do 14 sierpnia br. już ponad czternasty  miały miejsce w Wyższym Seminarium Misyjnym Księży Sercanów w Stadnikach kolonie dla małych pacjentów Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej Instytutu Pediatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego z Krakowa-Prokocimia pod nazwą "Wyspa szczęśliwa".

Wyspa, dzięki temu, że oderwana jest od stałego lądu, sprawia przez to często wrażenie, że czas upływa tam przyjemniej i spokojniej. Są miejsca, które pomimo, że leżą w głębi lądu mogą takie poczucie zagwarantować.

Jednym z nich jest Wyższe Seminarium Misyjne Księży Sercanów w Stadnikach, gdzie każdego roku organizowane są kolonie letnie dla małych pacjentów Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej Instytutu Pediatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w krakowskim Prokocimiu. Po raz pierwszy w tej postaci odbyły się one w roku 1992. Wcześniej był to obóz harcerski.

Tak więc teraz dzieci już po raz czternasty wypoczywały na „Wyspie szczęśliwej", bo pod taką nazwą funkcjonują owe kolonie. Nazwa ta nawiązuje do działającej od wielu lat przy krakowskiej klinice Fundacji Przyjaciół Dzieci z Chorobą Nowotworową „Wyspy Szczęśliwe" i jak mówi kleryk Dariusz Lewczak, kierownik tegorocznej kolonii, inicjując akcję sercanie ze Stadnik chcieli, aby ich klasztor stał się jedną z takich wysp.

Pomysłodawcą, kolonijnego wypoczynku był sercanin ks. dr Lucjan Szczepaniak, kapelan szpitala w Prokocimiu, związany ze środowiskiem harcerskim. Z pomocą współbraci udało mu się stworzyć dzieło, które nie tylko służy dzieciom, ale też jest źródłem pomysłów na dalszą drogę duszpasterską kleryków, którzy na razie, pobierają nauki. Przykładem może być tu postać kleryka Dariusza, który przyznaje, że zainspirowany postawą ks. Szczepaniaka i niejako nią „zarażony", chętnie podjąłby się pracy duszpasterskiej u jego boku w szpitalu, który sam nazywa „sanktuarium cierpienia". Przejawia się to też w tym, że klerycy, kiedy zadzwoni telefon z informacją, że któremuś z dzieci potrzebna jest natychmiastowa pomoc, jadą do Krakowa oddać krew, a wraz z nią płytki krwi, które dla małych pacjentów oznaczają po prostu ' życie.

W klasztorze gości każdego roku około trzydzieścioro dzieci. W większości są to dzieci po już zakończonym leczeniu, bądź też przebywające w jego trakcie, ale sercanie współpracują także ze wspomagającą ubogie rodziny działającą w Krakowie Korczakowską Republiką Dziecięcą „Dyliniarnia", czego efektem jest to, że grupę tę uzupełniają pochodzące z takich właśnie rodzin dzieci.

Praca, czy to organizacyjna, czy wychowawcza, jakiej podejmują się klerycy jest czymś w rodzaju zajęć pozalekcyjnych, bowiem oprócz studiów ich czas wypełnia działalność apostolska. I tak organizowanie kolonii wpisuje się w apostolstwo charytatywne. Pobyt dzieci finansowany jest ze środków klasztornych, co roku jednak klerycy oraz księża, chcąc urozmaicić im tu pobyt, zwracają się do sponsorów o pomoc w organizacji wyjazdów i innych atrakcji. Z tym, jak mówi kleryk Dariusz, nie było w tym roku problemów i większość osób, do których się zwrócił, zaoferowała swą pomoc, czy to w postaci całkowitego pokrycia kosztów, czy to udzielając znacznych rabatów przy zakupach. Wśród szczególnie pomocnych wylicza on zarząd parku rozrywki „Rabko-land", Polskie Stowarzyszenie Flisaków Pienińskich z jego prezesem Janem Sienkiewiczem na czele, hurtownie odzieży, zabawek i artykułów plastycznych oraz firmę, która wykonała nadruki na koszulkach dla kolonistów.

Także Zofia Kozielska z Urzędu Gminy i Miasta Dobczyce, który od wielu lat włącza się w akcję „Wyspa szczęśliwa" organizując dzieciom dzień pobytu w Dobczycach i okolicy, podkreśla hojność sponsorów: - Gdziekolwiek nie zwróciliśmy się o wsparcie spotkaliśmy się z serdecznością, a częstokroć okazana pomoc była większa od tej o jaką prosiliśmy - mówi.

W tym roku dzień dobczycki wypełniły wizyty w prowadzonej przez Tadeusza Sawickiego stadninie koni w Kornatce, rejs statkiem po Zalewie Dobczyckim, wizyta na zamku, gdzie na dzieci czekał pokaz walk rycerskich, a także w szkole w Kornatce, gdzie po obiedzie specjalnie dla dzieci wystąpił z pokazem Jakub Piwowarski, wicemistrz Polski w gimnastyce. Inne dni wypełniły szalone zabawy w „Rabkolandzie", spływ Dunajcem, wycieczka do krzyża milenijnego w Stryszowej, a także wizyta w Krościenku w prowadzonym tam ośrodku oazowym.

Staramy się zachować wymiar religijny tego specyficznego przecież, letniego wypoczynku, nie zamieniając go jednocześnie w wielkie rekolekcje. Stąd wizyty takie jak ta w oazie, w Krościenku czy jak zorganizowana rok wcześniej wycieczka śladami Ojca Świętego Jana Pawła I! wiodąca przez Kalwarię Zebrzydowską i Wadowice - mówi kleryk Dariusz.

Czas spędzany w Stadnikach upływał dzieciom na zabawach plastycznych i sportowych, przy czym wychowawcy dbali o to, aby pamiętały one również o modlitwie, jak i regularnych posiłkach. Opiekę nad prawie 30-osobową grupą dzieci i młodzieży sprawowało pięciu kleryków: wspomniany już Dariusz Lewczak, Łukasz Grzejda, Łukasz Ogórek, Franciszek Wielgut i Mariusz Wrzesiński oraz personel ze szpitala w osobach lekarza Tomasza Klekawki, pielęgniarki Jolanty Janiszewskiej i pedagog Jadwigi Rusinek. Obecności tych ostatnich wymaga stan zdrowia dzieci, które nierzadko są w trakcie leczenia i potrzebują stałych wizyt kontrolnych.

Z opowieści kleryka Dariusza wynika, że praca z dziećmi, które doświadczają tak ciężkich chorób i nierzadko żyją ze świadomością, jakie zagrożenia one ze sobą niosą, jest czymś wyjątkowym. Choć jak mówi, dzieci są niezwykle radosne i żywiołowe, to gdy przychodzi czas refleksji i rozmów o Bogu i wierze padają z ich ust pytania o sens ich choroby, o to, dlaczego to one a nie ktoś inny zostały nią obarczone. - Na zadane przez dwunasto- czy trzynastolatka pytania „dlaczego?", „dlaczego ja?" niełatwo było odpowiedzieć, zawsze jednak starłem się wyjaśnić dzieciom, że ich choroba w jakiś, nieznany nam sposób, jest Bogu potrzebna - mówi.

Dzieci zaskakują swoją dojrzałością. Na pierwszy rzut oka to one się uczą, jednak gdy przyjrzeć się bliżej, okazuje się, że nierzadko same stają się źródłem inspiracji dla dorosłych. Tak jak 16-letnia kolonistka, która na wieść, że potrzebne są pieniądze na leczenie jej kolegi, zaczęła organizować na internetowym portalu Allegro aukcje charytatywne, z których dochód przeznacza właśnie na ten cel. To podsunęło organizatorom kolonii pomysł, aby zorganizować dużą aukcję prac plastycznych, jakie przez kolonijny czas tworzą tu mali artyści. Póki co rysunkami i upominkami z masy solnej obdarowują oni swych wychowawców oraz darczyńców, którzy zapewniają im różnego rodzaju rozrywki. Dochód z takiej aukcji mógłby na przykład wesprzeć kolonijny budżet, dzięki czemu w przyszłym roku dzieci spędziłyby kolonie w sposób jeszcze bardziej atrakcyjny.

Prace, jakie pozostały w klasztorze po ostatniej kolonii, są swoistą mapą miejsc, które dzieci odwiedziły, i emocji, jakie wycieczki te wywołały. Poza nimi pozostały, jeszcze bardzo świeże, wspomnienia po ostatnim balu oraz sam moment pożegnań, kiedy to dzieci wracały do domów lub szpitala.

- Trochę trudu organizacyjnego, jaki trzeba włożyć w przygotowanie wypoczynku, to niewiele, jeśli weźmie się pod uwagę, jaką radość sprawia się tym samym dzieciom. Wszystko to warte jest tego, aby zobaczyć na ich twarzach uśmiech - mówi kleryk Dariusz.

Mówiąc to, przywołuje wspomnienie uśmiechu małego Wiktora, który przez całą kolonię rzadko rozjaśniał twarz chłopca, a pojawił się na sam koniec, kiedy wybrano go królem balu. Takie wspomnienia, a także listy, e-maile i pocztówki, które dzieci przysyłają do Stadnik, będą musiały wystarczyć do przyszłego lata. Część dzieci być może zajrzy tu z rodzicami w czasie Wielkiego Postu, kiedy w klasztorze wystawiane jest Misterium Męki Pańskiej.

KATARZYNA HOLUJ

  Galeria


  źródło: Dziennik Polski (Dodatek Myślenicki) 19 sierpnia 2006 r.