|
|||||||||||||||
|
Czcigodni Księża Jubilaci! Tak, Jubileusz to powrót. Powrót do Zdroju, przy którym poczułeś po raz pierwszy drgnienie serca i posłyszałeś, jak Piotr od Jana: "To jest pan''. Może jak Piotr wskoczyłeś w wody Jeziora Genezaret, aby przypaść do stóp Nieznajomego a przecież tek Bliskiego. Czy to nie wtedy zapytałeś jak ci dwaj z Ewangelii Jana: "Nauczycielu, gdzie mieszkasz"? A On powiedział ci tak jak Im: "Chodź, zobacz". I poszedłeś, pozostałeś i zapukałeś do Domu, gdzie On n? mieszkanie. Przy nowicjackiej furcie odezwał się dzwonek. Ktoś cię zapytał: "Młodzieńcze Kogo szukasz"? Odpowiedziałeś: "Tego, którego spotkałem przy wodach Jordanu, którego posłyszałem w krużgankach świątyni, gdy pytał: "Nikt cię nie potępił? I Ja cię nie potępiam", Tego, który w wieczornej zorzy Ostatniej Wieczerzy pochylił się do moich stóp i obmył je miłosierdziem i gdy podawał mi Chleb z nieba i Tego, który zelżony i pohańbiony niósł Krzyż na Wzgórze śmierci i z jego wysokości wołał: "Ojcze, wybacz im, bo oni nie wiedzą" i wreszcie Tego, który umierając ostatkiem sił rzekł do mnie: "Synu, oto Matka Twoja”. Tak, Jego szukam. Czy On tu mieszka? Tak, młodzieńcze. Wejdź i zobacz. On jest za tamtymi drzwiami. Otwórz je i zanurz się w ciszę, w którą i On się zanurzył dwa tysiące lat temu a jest z nami aż do skończenia świta. I pozostałeś i tak się zaczął twój Jubileusz. Przyniosłeś do Domu Serca Jezusowego pierwszą różę twojej miłości i zachwytu. Dziś rozkwita ich dwadzieścia pięć. Mają srebrną barwę, ale jest w nich i czerwień twego trudu dla Mistrza i świecą na nich Łzy Piotra i pokorne wyznanie żołnierza z Ewangelii: "Panie, nie jestem godzien". A wciąż słyszysz Jego obietnicę: "Nie lękaj się, odtąd już ludzi łowić będziesz". Dziś przystrojony w kapłańskie szaty, kładziesz swoje dłonie na Stole Dziękczynienia na Stole Eucharystii, "by napełniły się wonią nieba, jak wtedy - w dniu święceń. Czy pamiętasz, że nie "było ważne, że szary "był dzień, "bo ty miałeś w duszy słoneczną pogodę, serce drżące, jak miodem oblepione - Łaską. Wiedziałeś, że się spełnia życiowa przygoda, bo ujrzałeś kapłaństwo wśród świateł i woni jak wschodziło w twej duszy przez Biskupa dłonie. Było was wtedy ośmiu, niczym: osiem błogosławieństw Pana. Zanim stał się cud przemiany - dotknąłeś czołem ziemi a nad tobą śpiewano Litanię: "Ojcze, ku Tobie, jak o chleb powszedni, tak o kroplę otuchy wznosimy błaganie. Tu, na progu kościoła dumę naszą zegnij. Kyrie eleison i Chryste eleison - ulituj się Panie. Ołtarz dostojnie płonął jasnej Krwi kolorem. Chryste, Krwią tą nas ulecz i Swojego Ducha tchnij w nasze myśli w tę poranną porę. Bądź nam miłościw. Zlituj się, wysłuchaj. Zanim Ci na Ołtarzu na złotej patenie złożymy Chleb i Wino, serca skruchą tknięte, Ty po ojcowsku daj rozgrzeszenie i całe nasze życie zamień we Mszę świętą. Tak, to było dwadzieścia pięć lat temu. A dziś powracasz znad rzeki życia, płynącej ku Wiekuistym Wzgórzom, ku temu pierwszemu strumyczkowi, ku tej pierwszej kropelce, co dała początek twemu Jubileuszowi. Pamiętasz, jak cudownie o tym napisał w Rzymskim Tryptyku Jan Paweł II: "Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd. Przedzieraj się szukaj, nie ustępuj. Wiesz, że ono musi tu gdzieś być. Strumieniu, leśny Strumieniu, odsłoń mi tajemnicę swego początku". Zapewne dotarłeś do tego Początku, do onej Godziny, gdy zawołano Cię po imieniu: "Pójdź za Mną”. Szedłeś za tym Głosem przez dni, miesiące i lata. Raz był On mocny, kiedy indziej słabszy, czasem jakby zanikał, lecz to nie była sprawa Głosu. To w tobie rosła lub słabła miłość i wrażliwość na Jezusowe wołanie. Lecz wytrwałeś przy owym Wołaniu Pana: "Pójdź za Mną". I nadszedł dzień błogi, gdy popatrzyłeś na swoje dłonie i stwierdziłeś, że one już nie twoje, lecz odtąd kapłańskie, bo gałązką oliwną dotknął je Duch Pański. Była w tobie podzięka, ale i obawa, czy podołam? Ale wnet spostrzegłeś, że jak sarenki strudzone patrzą wodopoju - tak do twych dłoni biegły ludzkie niepokoje, byś je uciszał łaską rozgrzeszenia kapłańskiego. A dziś po latach znów je kładziesz na Ofiarnym Stole i widzisz, że krwią zakwitły i jak ciernie bolą. To dlatego ta czerwień, jak niebo w płomieniach, bo Pan tych dłoni dotknął i w Swoje pozmieniał. I niesiesz te kapłańskie dłonie niczym ofiarę miłą Panu i czujesz woń nieba, bo każdego dnia dotykasz Tego, który z miłości największej stał się Chlebem. To ta sama Miłość, która dojrzała cię pośród rówieśników i wybrała do posługi, to ta sama Miłość," którą spotkałeś na kartach Ewangelii a która dziś zamknięta w milczeniu Chleba i Wina uczy Cię, że ostatnim czynem Miłości jest Ofiara podjęta w milczeniu. Pamiętasz, ile razy klęczałeś przed tą Milczącą Tajemnicą Miłości. Ileż razy odkrywałeś Ją poprzez łzy skruszone i poprzez wołanie Skazańca: "Panie, pomnij na mnie". A ta Rana wciąż żywa i jak ogień płonie. Ku Niej zwrócona ufnie twarz Dobrego Łotra. On już blask nieba dotknął udręczoną dłonią a Pan umierający gorycz winy otarł. Bywa tak w kapłańskim życiu. Czasem łzy się wypalą i zabolą jak rana a słowo, co wpół drogi zawróci ku milczeniu wtedy znów Go dojrzysz i runiesz na kolana - a On, cichy Baranek rozkwitnie w serca twego cieniu. Przez wasze srebrne lata kapłańskiej posługi Ukochani Jubilaci przeplatało się radosne wołanie Magdaleny: „Rabbuni, Mistrzu'' ale i Piotrowe: "Panie, ratuj, giniemy" a potem także Jego wyznanie nad Jeziorem Genezaret: "Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham". Kapłański Jubileusz to czas podzięki. To droga Samarytanina, który wrócił z podzięką do Zbawcy za dar uleczenia. Każda łaska domaga się podzięki. Jakżeż więc nie dziękować za dar tak wielki, jakim jest kapłaństwo i wybranie przez Pana. Zapewne żaden z was, Czcigodni Jubilaci nie przyłączy się do owych dziewięciu, którzy otrzymawszy dar Boży zapomnieli o Dobroczyńcy. Luigi Santucci komentując to wydarzenie ewangeliczne mówi, iż po słowach Jezusa: "Gdzie jest dziewięciu" trwa w Ewangelii najdłuższa przerwa, jakby Mistrz czekał na podziękę pozostałych. Wy Czcigodni Jubilaci przypadliście dziś do stóp Zbawcy z podzięką i prośbą. "Pozostań z nami, Panie" - to dziś modlitwa każdego z Was. To modlitwa Waszych serc, to modlitwa eucharystyczna i adoracyjna. Jak Jezus wysłuchał prośbę Uczniów z Emaus tak zapewne przychyli się i do Waszego wołania. Wejdzie znów w progi Waszych dni i sprawi, że zapałają na nowo Wam serca. To spotkanie z Mistrzem w Emaus tak pięknie opisała nasza Anna Słomczyńska:
"Zapłonili się cali, jak
gdyby wybuchło w nich nagle ognisko,
Zapałają Wam serca
Ukochani Jubilaci i znów pobiegniecie z wieścią: "Pan rzeczywiście
zmartwychwstał i podąża za nami do Galilei naszej kapłańskiej posługi". Tak porwany został blaskiem bliskości Odkupiciela nasz Ojciec Założyciel gdy adorację uznał za najpotrzebniejszą chwilę w życiu każdego sercanina. Czcigodni Jubilaci - Wy dotknęliście tajemnicy Boga Ukrytego, powierzajcie więc swe kapłańskie dłonie Tej, która piastowała Wcieloną Miłość i Zbawcę o Sercu pokornym i miłosiernym. Wspólnie z Wami stajemy przed Arcykapłanem Dóbr przyszłych i dziękujemy za Wasze kapłańskie lata. Modlimy się z Wami i za Was pozdrowieniem Anielskim, do Matki kapłanów i życzymy Wam, by Wzgórza, po których powiedzie Was Jezus były łagodne, jak wersety Ewangelii a dni, które są przed Wami ujaśniał Wam blask nieba i wypełniała słodka woń Nazaretańskiego Domu. Amen.
| |||||||||||||||