
Błogosławieni, którzy się smucą...
Sercańskie
Dni Młodych –
Dzień czwarty - Czwartek 26.06.2008r.

Podczas porannej jutrzni ks. Grzegorz Różyło wprowadził nas do dzisiejszego tematu „O pocieszaniu świata”. Pouczał, że człowiek, choć często doświadcza cierpienia, jest powołany do radości i wolności. Swoje życie powinien przeżyć jak najlepiej, pamiętając o tym, że nigdy nie jest za późno, aby zwrócić się do Boga.
Przytoczył nam słowa z książki „Oscar i Pani Róża”. Tytułowy bohater jest małym chłopcem, umierającym na białaczkę. Dzięki Pani Róży zaczyna pisać listy do Pana Boga. Na początku ciężko mu pisać do kogoś, kogo nie zna, z czasem z dziecięcą prostotą opowiada Panu Bogu o swoich problemach. Każdego dnia staje się starszy o 10 lat, aby nie zmarnować swojego czasu. Umiera gdy ma 100 lat. Jego listy przeradzają się w modlitwę. Ks. Grzegorz uznał modlitwę za najważniejszą w naszym życiu, dzięki niej przyczyniamy się do „pocieszania świata”.
Po śniadaniu
odbyła się
konferencja,
którą wygłosił
Franciszek
Kucharczak.
Tematem było „a
jednak dobro...”
Pan Franciszek
podkreślił
kwestię dobra w
świecie. Świat
jest dobry, bo
stworzył go sam
Bóg, a wszystko,
co stworzył Bóg,
jest dobre.
Człowiek kieruje
się według
własnych zasad i
przez to nie
zawsze czyni
dobro. Nie
zawsze też
postępuje
zgodnie z wolą
Bożą, dlatego
często wyrządza
sobie krzywdę,
choć czasami
robi to
nieświadomie.
Pan Franciszek,
dając swoje
świadectwo,
porównał relację
człowieka z
Bogiem do
relacji syn –
ojciec. W takiej
relacji ojciec
wie, co jest
najlepsze dla
swojego dziecka
i robi wszystko,
by nie działa mu
się żadna
krzywda.
Natomiast
dziecko ma inne
pojęcie dobra i
robi to, co jest
dla niego
przyjemne.
Zupełnie tak,
jak człowiek.
Wiedza człowieka
na temat świata
jest niewielka,
dlatego sami
często się
unieszczęśliwiamy.
Świat ze
wszystkich stron
krzyczy do nas -
„musisz sobie
sam poradzić!”.
Nawet, jeśli nam
się wydaje, że
jesteśmy w
stanie sami coś
zdziałać, to
jest to tylko
złudne
przekonanie.
Sami nie
osiągniemy
dobra, bo tylko
Bóg wie, co jest
dla nas
najlepsze.
Jeżeli chcemy
tego, co Bóg
chce od nas to
możemy być
pewni, że jest
to dobre.
Wcześniej jednak
musimy
bezgranicznie
zaufać Panu
Bogu, bo na tym
polega nasze
dobro.
Mówiąc o
zaufaniu Pan
Franciszek
powołał się na
matkę w
błogosławionym
stanie, której
płód był
zagrożony.
Lekarze nie
widzieli szansy
na ocalenie jej
dziecka, dlatego
wydali
zaświadczenie
umożliwiające
jego
uśmiercenie.
Załamana matka
szukała
pocieszenia
wśród
najbliższych. W
końcu otrzymała
radę, by zaufała
Matce Bożej i
zawierzyła jej
życie swojego
dziecka. Tak też
zrobiła. Matka
Boża objawiła
się kobiecie we
śnie,
zostawiając ślad
swojej dłoni na
brzuchy kobiety.
Ta natomiast,
pełna nadziei,
uchroniła swoje
dziecko od
śmierci
aborcyjnej.
Jednak Stwórca
miał już dla
nich obojga Boży
Plan. Wiedział
najlepiej, co
jest dobre dla
matki, pomimo że
ta początkowo
nie rozumiała
tego dobra,
myśląc jedynie o
dziecku.
Niestety dziecko
nie przeżyło, za
to kobieta do
końca została
matką, a nie
stając się
morderczynią.
Przed południem
odbyła się praca
w grupach.
Zastanawialiśmy
się nad tym, co
oznacza smutek.
On, jak każde
uczucie nie jest
ani dobry ani
zły – jest tylko
sygnałem, że coś
w nas, wokół nas
nie jest w
porządku, że coś
rani, boli. Na
małych kartkach
napisaliśmy
przyczynę
swojego
życiowego
smutku, wśród
nich pojawiły
się tragiczne
przeżycia, np.
śmierć bliskiej
osoby,
alkoholizm taty,
utrata
przyjaciela.
Nasze smutki
wpisywaliśmy do
serca, widząc je
wszystkie,
szukaliśmy
wspólnych cech
ludzi smutnych.
Błogosławieni
smutni, to
znaczy
doświadczający
ludzkiej biedy,
wrażliwi na
innych,
kochający
innych,
zasmuceni swoimi
pomyłkami,
oczekujący
zmiany na
lepsze.
Staraliśmy się
znaleźć pewne
dobro, które
wypływa ze
smutku, jakąś
naukę dla nas.
Uświadomiliśmy
sobie, że
sytuacje trudne
nie pojawiają
się w naszym
życiu
przypadkowo, nie
możemy zostać na
poziomie
rozpaczy,
złości,
powinniśmy
raczej stawiać
sobie pytanie o
to, co Pan Bóg
chce nam pokazać
przez takie
zdarzenie,
jakiej zmiany w
nas oczekuje.
Nasze
świętowanie i
wychodzenie ze
smutku
rozpoczęła Msza
Św. Prymicyjna
księży Adama
Pawlaka SCJ i
Pawła
Tomaszewskiego.
Nasi
Neoprezbiterzy
są od lat
związani z
Sercańskimi
Dniami Młodych,
przyjeżdżali do
Pliszczyna jako
uczestnicy,
potem klerycy i
od dziś będą się
tutaj pojawiać
jako kapłani.
Kazanie, a
raczej życzenia
wygłosił ks.
Kazimierz Dadej
SCJ.
Na początku
nawiązał do
świeżości
padającego
deszczu,
świeżości,
nowości młodych
księży,
odnowienia,
jakie dokonuje
się poprzez
początek tej
posługi w
Kościele.
Opatrznościowo
młodzi kapłani
wybrali ten sam
cytat na obrazek
prymicyjny:
„Trzeba, by On
wzrastał, a ja
żebym się
umniejszał” (J
3, 30). Ks.
Kazimierz
poprosił nas o
złożenie życzeń
naszym
Prymicjantom,
wśród wielu
ciepłych słów,
młodzi Księża
usłyszeli
życzenia
wytrwałości w
powołaniu, nie
przeszkadzania
Panu Bogu,
pozwolenie na
to, aby działał.
Następnie ks.
Kazimierz
zapytał nas o
to, czego
oczekujemy od
neoprezbiterów.
Przede wszystkim
chcielibyśmy,
aby mieli czas
dla młodzieży,
aby wymagali od
siebie i od nas,
aby byli
cierpliwi, aby
zawsze cieszyli
się z przywileju
udzielania
sakramentów. Ks.
Kazimierz
przedstawił nam
lęki młodych
kapłanów
(wcześniej
poprosił ich o
spisanie swoich
niepokojów),
pojawiły się
wśród nich obawy
dotyczące
spowiadania
ludzi, jednania
ich z Bogiem,
boją się także
zagubienia w
nadmiernej
działalności.
Pragną stać się
drogowskazami
prowadzącymi do
Pana, łączyć a
nie dzielić,
dobrze
współpracować z
ludźmi i mieć
dobrego
proboszcza, od
którego można
się wiele
nauczyć. Ks.
Kazimierz
poprosił
Neoprezbiterów,
aby nie
przestawali być
ludźmi
przyodzianymi w
chrześcijaństwo
zwieńczone
kapłaństwem, aby
ich ręce były
zawsze gotowe do
błogosławieństwa
a nigdy nie
opadały w geście
rezygnacji.
Modlitwa jest
największym
prezentem, jaki
możemy podarować
młodym kapłanom.
Ks. Kazimierz
przypomniał, że
zostali oni
wezwani na żniwo
– do roboty,
prymicje są
dopiero
początkiem
drogi, którą
wybrali.
Po Mszy Św.
rozpoczęło się
wesele
prymicyjne, na
którym zagrał
zespół Siewcy
Lednicy. Podczas
Święta Radości
ogłoszone
zostały wyniki
loterii fantowej
– kupując jeden
los mogliśmy
wesprzeć
Fundację Ojca
Dehona.
Szczęśliwcy
odebrali
nagrody, między
innymi plecaki,
książki, krzyże
sercańskie,
piłki, kubki,
nagrodą główną
był rower, który
trafił do
uczestniczki z
Węglówki. Na
zakończenie
szaleliśmy na
dyskotece
poprowadzonej
przez Panią
Teresę Gajdę,
która prowadzi
warsztaty
taneczne na
SDM-ie.
Dzień
zakończyliśmy
piękną bajką na
dobranoc.
Galeria XV SDM-u
 |